Dziecko, gdzie z dzieckiem ?

Z dzieckiem w podróży. Hiszpania

Październik 7, 2015

                        W ciagu pięciu dni przelecieliśmy prawie 5000 tys km, przejechaliśmy autem 700 km i tyle samo super szybkim hiszpańskim pociągiem. Poruszaliśmy się metrem, autobusami, taksówkami, zrobiliśmy wiele kilometrów na piechotę, a to wszytsko z naszym roczniakiem.  I po tej wyprawie mogę stwierdzić, że podróżowanie z dzieckiem jest możliwe, a nawet przyjemne. Ba! rewelacyjne. A w dodatku przez połowę naszej trasy towarzyszył nam  kociak Argo, z naszej hodowli Fradoll, którego dowoziliśmy do nowych właścicieli i to był główny cel naszej wycieczki. A korzystając z okazji zwiedziliśmy Madryt i Walencję.  Podróżowanie  z dzieckiem i kotem również jest możliwe.           I wiecie co, koty bardziej lubią latać niż jeździć. Argo cały lot przespał, a w aucie nie udało mu się  zamilknąć nawet na sekundę. Natomiast Antkowi podobało się cały czas o ile oczywiście miał zapewnione rozrywki:).

Oglądając zdjęcia, aż sama nie wierzę, że jakimś cudem udało nam się to wszytsko tak zorganizować, że nie pogubiliśmy bagaży, zdążaliśmy na wszystkie połączenia, a w dodatku czerpaliśmy przyjemność z naszej wyprawy. A wszystko załatwialiśmy z minimalnym wyprzedzeniem. O 20 wieczorem nie mieliśmy jeszcze zarezerwowanego hotelu w Walencji, a o 3 rano ruszaliśmy w drogę. Na szczęście natrafiłam na ten(KLIK) hotel, na jakimś turystycznym blogu. Dlatego ja również podlinkuję Wam miejsca, w których się zatrzymywaliśmy, akurat może ktoś z Was skorzysta.

Ale od początku. Bagaż ograniczyliśmy do prawdziwego minimum. Spakowałam całą nasza trójkę do jednej walizki, która ważyła 17 kilogramów i jednego bagażu podręcznego. Nie wiem jak tego dokonałam, bo kiedy jechaliśmy nad morze nasze auto wypchane było po brzegi. A przecież w walizce znalazły się  pampersy i słoiczki i jeszcze cała reklamówka leków…… bo jechaliśmy totalnie zakatarzeni. Od lekarza dostałam receptę do zrealizowania i w razie pogorszenia sytuacji miałam dzwonić. Na szczęście hiszpański klimat nam sprzyjał i o dziwo mimo kataru Antek przesypiał całe noce.

W internecie wynalazłam lekki i chyba jeden z najtańszych wózków, który naprawdę świetnie się sprawdził. Na pewno opiszę go Wam w kolejnym poście. Myślę, że taki wózek to podstawa jakiejkolwiek dalszej wyprawy. Jeśli nie Antka, pakowaliśmy tam nasze torby i zawsze było lżej. Zabraliśmy też chustę, jednak nie było w ogóle potrzeby, żeby z niej korzystać.

W Madrycie zatrzymaliśmy się w hotelu Ibis budget. Za pokój zapłaciliśmy 50 euro. Tutaj troszkę nie wstrzeliliśmy się z lokalizacją. Wszędzie było daleko, a chcąc zaoszczędzić na czasie braliśmy taksówki.  Chyba bardziej opłacałoby się wynajęcie droższego hotelu w centrum. Sam Madryt nie zrobił na nas spektakularnego wrażenia, choć może byliśmy tutaj za krótko i nie poznaliśmy jego prawdziwego oblicza. Za to sami Hiszpanie to naród bardzo otwarty. Każdy taksówkarz czuł się w obowiązku rozweselania Antka, kiedy był marudny.Każdy śpiewał i robił jakieś swoje popisowe miny. Widać było, że dzieci w Hiszpanii odgrywają ważną rolę, choć całkowicie nie przekładało się to na ilość fotelików w taksówkach i krzesełek do karmienia w restauracjach. To było dla nas dość problematyczne, bo takie krzesełko bardzo ułatwia nam zjedzenie jakiegokolwiek posiłku. Tym bardziej, że Antek je sam i jest mu po prostu nie wygodnie na moich kolanach, a tym bardziej w wózku.

Walencja natomiast nas oczarowała. Zachwyciła swoja atmosferą. Mieszkaliśmy w samym centrum w starej kamienicy. W pokoju z mozaiką na podłodze, z drewnianymi okiennicami w oknie i trzy metrowymi drzwiami. Za trzy doby zapłaciliśmy 86 euro. Miasto zadziwiło nas nowoczesną architekturą i zabytkami, których jest tam niezliczona ilość. Gubiliśmy się w wąziutkich, starych, urokliwych uliczkach. A woda w morzu Śródziemnym jest cieplejsza w październiku niż u nas w lecie w Bałtyku. Przez całe miasto ciągnie się wyschnięte koryto rzeki, które jest całkowicie zaadaptowane. Służy jako park, miejsce spotkań i różnego rodzaju rozrywki.

DSC04937

DSC04968

DSC04977

DSC05001

DSC05016

DSC05020

DSC05150

DSC05137

DSC05124

DSC05121

DSC05120

DSC05114

DSC05097

 DSC05084

DSC05096

DSC05082

DSC05417

DSC05081

DSC05078

DSC05075

DSC05072

DSC05063

DSC05061

DSC05059

DSC05058

DSC05150

DSC05169

DSC05173 DSC05227

DSC05235

DSC05244

DSC05264

Paella Valenciana – danie regionalne- zapiekany ryż z dodatkiem szafranu i owocami morza

DSC05281

DSC05702

DSC05310

DSC05320

DSC05321

DSC05327

DSC05332 DSC05333

Regionalny napój – Horchata – w smaku do złudzenia przypomina sok z marchewki

DSC05336 DSC05365 DSC05372 DSC05375 DSC05380  DSC05541

Hiszpanie chodzą naprawdę ładnie obcięci, dlatego wpadliśmy na pomysł, że właśnie tutaj po raz pierwszy zaprowadzimy Antka do fryzjera. Okazało się to nielada wyzwaniem, bo poprostu nie mogliśmy znaleźć żadnego salonu. Po całym dniu poszukiwań, pewna Hiszpanka powiedziała nam, że wszyscy do fryzjera chodzą do chińskiej dzielnicy. I faktycznie, tam znależliśmy kilka salonów na jednej ulicy.

DSC05596  DSC05731

W chińskiej dzielnicy zjedliśmy też rewelacyjną kolację, bo jak się okazało nasz polskie żołądki są za duże, a portfele za małe, aby żywić się jedynie Paellą za 15 euro za osobę. W chińskiej retauracji za 15 euro dostaliśmy trzy dania, których nie byliśmy w stanie wspólnie zjeść, nawet z pomocą Antka.

DSC05756

You Might Also Like

13 komentarzy

  • Reply Historynka Październik 8, 2015 at 6:30 am

    Podróżowanie z dzieckiem jest niesamowicie przyjemne. Do tego stopnia, że samodzielne podróże mnie nudzą.

    • Reply mamysprawy Październik 8, 2015 at 9:14 am

      dokładnie, jak się ma już dziecko to na wyjazdach bez niego jest poprostu smutno

  • Reply PatuLove Październik 8, 2015 at 7:28 am

    Piękne zdjęcia, Kasiu. Za rok lecimy do Walencji!!!!!!!!

  • Reply dogside.pl Październik 8, 2015 at 5:29 pm

    Dobrze, że zrobiłaś dużo zdjęć. Jak tylko dowiedziałam się o Waszej wyprawie chciałam je strasznie obejrzeć (chociaż ślimaki mogłaś odpuścić 😉 ). To teraz macie pusty dom, bez żadnego małego koteczka… ciekawe do kiedy 😉 A Antek ma piękną fryzurkę, prawdziwy przystojniaczek teraz.

    • Reply mamysprawy Październik 8, 2015 at 7:24 pm

      no został nam jeden kociak:) chociaż Amberka była największa i już jest taka duża jak nasza Frania:) więc już nie taki kociak z niej. Mój brat ją dzisiaj pomylił z jej mamą.

  • Reply Kasia Szreder, HaloMisiu Październik 8, 2015 at 6:25 pm

    Wspaniała fotorelacja! Oj pojechałabym, pojechała 🙂 Już myślałam, że kota zabraliście (najpierw oglądam, potem czytam 🙂 ). To by była dopiero wycieczka.

    • Reply mamysprawy Październik 8, 2015 at 7:27 pm

      nie kociak leciał tylko do Madrytu:). Nie jesteśmy aż takimi wariatami:)

  • Reply www.MartynaG.pl Październik 8, 2015 at 7:27 pm

    Patrzę z zapartym tchem. Od dwóch lat nie wychyliłam pupci z rodzinnej miejscowości – co dopiero mówić o jakimkolwiek obcym Państwie. Marzą mi się wczasy, marzy relaks. Czekam na ten moment kiedy w końcu zamkniemy za sobą drzwi, spakujemy walizki do auta i odjedziemy chociaż na 2 dni 100km dalej 😉 nic więcej nie trzeba – nie jestem wymagająca 🙂

    Pozdrawiam serdecznie, i życzę jak najwięcej takich wspaniałych pamiątek

  • Reply AniaSM Październik 27, 2015 at 2:43 pm

    Zazdroszczę! Piękne zdjęcia, piękne widoki i piękne wspomnienia dla Was…

  • Reply Dzieciakiija Październik 28, 2015 at 8:10 pm

    Koniec! Basta! Ja też chcę. Męża w domu zostawię jak nadal będzie się opierał. Cudnie tak, podróżować z dzieckiem. Piękne zdjęcia! Niewiele napisałaś o tym jak Antek sobie dawał radę. Czy długie zwiedzanie go nie nudziło? Gdzie dało się wejść, a gdzie nie. Jak wyglądało żywienie malucha, trudno? Dzieci chcą się bawić, miał na to czas? Jak to organizowaliście? Jak znosił przemieszczanie się, czym go zajmowaliście? : ) Pozdrawiam! 🙂 Niespełniony podróżnik, mama. PS. I dokumenty!! Jakie są potrzebne?

    • Reply mamysprawy Październik 28, 2015 at 10:37 pm

      Męcz, męcz męża:))) Zacznę od dokumentów. Antek musiał mieć wyrobiony jedynie dowód. Wyrobienie dowodu jest darmowe, wystarczy do tego jeden rodzic i jedno zdjęcie. Na dowód czekaliśmy ok. 2 tygodni. Jeśli chodzi o samo podróżowanie. W samolocie do Hiszpani było najgorzej. Pod nogami miałam transporterek z kotem, a w dodatku Antek wolał siedzieć u mnie na kolanach, niż u taty. Był trochę zakatarzony. Ja go jeszcze karmię piersią, więc tą bliskość bardzo mocno wykorzystywał, ale przynajmniej był cicho i dobrze zniósł lot. W ogóle nie zauważyłam żeby odczuwał zmiany ciśnienia, i nie zwracał uwagi na to czy startujemy czy lądujemy. Ja za to myślałam, że oszaleje, bo było mi tragicznie ciasno. Na szczęście wracaliśmy już samolotem, gdzie były tylko po dwa fotele w rzędzie, a nie trzy i było dużo bardziej przestronnie.

      Co do jedzenia, miałam słoiczki, ale większość wróciła z nami do domu. Dawaliśmy mu kosztować lokalne potrawy (w Walencji sztandarową potrawą jest paella, która w 90% składa się z ryżu). Duży problem był z krzesełkami dla dzieci. Ciężko rozkoszować się chwilą, kiedy trzeba trzymać na kolanach rozbrykanego brzdąca, który chce wszystkiego dotknąć.

      Jeśli chodzi o to czy był znudzony. Był raczej cały czas zaoferowany. Nie przeszkadzało mu, że spędza czas inaczej niż zazwyczaj. Nawet zabawek nie zabraliśmy dla niego. Czuł, że jest małym podróżnikiem:))) Był bardzo grzeczny:)

  • Reply Migawki październikowe – Mamy Sprawy – Blog parentingowy Listopad 3, 2015 at 12:30 pm

    […] W październiku udało nam się złapać jeszcze trochę słonecznych promieni – Hiszpania(KLIK) […]

  • Leave a Reply