Czy zauważyłeś kiedyś, że niektóre z pozornie zwykłych czynności mają ogromny wpływ nie tylko na nasze zdrowie, ale też na otoczenie, w którym żyjemy? Przebywanie w ogrodzie potrafi uspokoić myśli, świadomy oddech może poprawić koncentrację. A wieczorne światło choć dla nas przyjemne może przyciągać nieproszonych gości.
Mimo że ogród, światło i oddech wydają się od siebie zupełnie niezależne, wszystkie mają pewną wspólną cechę: oddziałują zarówno na człowieka, jak i na otaczającą przyrodę. I to często w sposób, którego się nie spodziewamy. Ten tekst nie będzie naukowym wywodem, ale lekką refleksją nad tym, jak codzienne rytuały, takie jak pielęgnacja roślin czy wieczorny spacer, wpływają na ciało, psychikę i nawet na to, czy komar wybierze właśnie ciebie.
Świadome oddychanie – czyli coś więcej niż „wdech i wydech”
Oddychanie to czynność, którą wykonujemy przez całą dobę. Średnio ponad 20 tysięcy razy dziennie, a mimo to większość z nas nie zastanawia się, jak to robi. Wystarczy jednak kilka minut świadomego oddechu, żeby poczuć różnicę. Trening oddechu, który polega na celowym spowolnieniu i pogłębieniu oddechów, to jedno z najprostszych narzędzi wpływania na własne ciało i emocje. Działa na poziomie fizjologicznym – poprawia dotlenienie tkanek, stabilizuje tętno, obniża ciśnienie, ale też psychicznie: wycisza umysł i pomaga się zrelaksować.
W praktyce nie trzeba wiele. Wystarczy usiąść wygodnie, zamknąć oczy i przez kilka minut oddychać powoli, licząc do czterech przy wdechu, zatrzymując oddech na chwilę, a następnie wydychając przez nos licząc do sześciu. Taki rytm aktywuje tzw. nerw błędny, który jest odpowiedzialny za tryb „odpoczynku i trawienia” w naszym układzie nerwowym. Po kilku sesjach łatwo zauważyć, że napięcie mięśniowe się zmniejsza, łatwiej się zasypia, a stres nie przygniata tak jak wcześniej.
Co ciekawe, regularne ćwiczenia oddechowe w niektórych krajach są częścią terapii PTSD czy leczenia chronicznych bólów. A dla nas mogą po prostu stać się codziennym rytuałem, który bez wysiłku wprowadzi trochę spokoju do nawet najbardziej nerwowego dnia.
Ogród – siłownia, psychoterapia i laboratorium życia w jednym
Praca w ogrodzie wielu osobom kojarzy się z obowiązkiem. Trzeba przyciąć żywopłot, wyplewić chwasty, podlewać w upale. Ale coraz więcej osób odkrywa w tym zajęciu coś znacznie głębszego. Ogród to nie tylko przestrzeń fizyczna, ale też strefa psychiczna. Coś w rodzaju naturalnego azylu, który pozwala się wyciszyć i jednocześnie zaktywizować ciało. Przekopywanie grządki czy sadzenie kwiatów uruchamiają zupełnie inne obszary mózgu niż siedzenie przed komputerem. Do tego kontakt z glebą, działa na układ odpornościowy. Bakterie obecne w ziemi (szczególnie Mycobacterium vaccae) stymulują produkcję serotoniny, czyli hormonu szczęścia.
Oprócz tego to świetny sposób na naturalną aktywność fizyczną. Zgięcia, skręty, noszenie konewek – to wszystko może mieć większą wartość dla kondycji niż niejeden trening siłowy. A przy tym nie czujemy, że „ćwiczymy” bo jesteśmy zajęci czymś sensownym. Ogród daje też natychmiastową informację zwrotną. Zasadzone nasiona kiełkują, przycięty krzak wypuszcza nowe liście, a roślina, którą przesadziliśmy, po kilku dniach rozkwita. Dla psychiki to ogromna satysfakcja i coś, co przypomina nam, że mamy wpływ na otoczenie, że nasze działania mają sens i efekt.

Światło kontra komary – walka, której nikt nie chce toczyć
Wieczory w ogrodzie mają swój urok. Ciepły wiatr, dźwięki świerszczy, delikatne światło lampionów. Niestety, często towarzyszą im też komary. I tu pada pytanie, które zadaje sobie każdy, kto choć raz wrócił z ogrodu podziurawiony jak sito: czy komary lecą do światła? Odpowiedź brzmi: tak, ale nie zawsze i nie każde.
Komary reagują przede wszystkim na zapachy, czyli na dwutlenek węgla z wydychanego powietrza, pot, a także niektóre składniki naszej skóry. Ale światło również może być dla nich wskazówką, zwłaszcza jeśli mówimy o intensywnym świetle LED czy zimnobiałych halogenach. Co ciekawe, ciepłe, żółte światło (takie jak w żarówkach typu „warm white”) przyciąga owady mniej, dlatego wieczorne oświetlenie ogrodu warto dobierać z głową. Dobrym rozwiązaniem może być też lampa ustawiona w innym punkcie działki, tak, by przyciągała owady z dala od miejsca, w którym siedzimy.
Warto pamiętać też o naturalnych odstraszaczach. Rośliny takie jak lawenda, mięta pieprzowa czy kocimiętka nie tylko ładnie wyglądają, ale też skutecznie zniechęcają komary do zbliżania się. A więc estetyka i funkcjonalność w jednym.
Rytm natury – antidotum na życie w pędzie
Choć nie zawsze to zauważamy, życie zgodnie z naturalnym rytmem – światła, pór dnia, zmieniających się pór roku ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. Siedzenie wieczorami przy ostrym świetle ekranów, niedobór ruchu na świeżym powietrzu, chroniczny stres, wszystko to sprawia, że nasz układ nerwowy jest przeciążony, a organizm funkcjonuje na rezerwach. Tymczasem powrót do prostych rzeczy, takich jak trening oddechu, spokojna praca w ogrodzie czy świadome korzystanie ze światła, może realnie poprawić jakość życia.
Nie trzeba od razu przeprowadzać się na wieś czy rezygnować z technologii. Wystarczy kilka drobnych decyzji. Wyjście rano na balkon zamiast od razu włączać komputer, podlanie roślin przed snem, odłożenie telefonu na czas pięciu minut oddechu, żeby poczuć różnicę. Bo prawdziwa zmiana nie musi być spektakularna, wystarczy, że jest świadoma. A wtedy nawet komary przestaną być aż tak irytujące.

